Strona:Jan Sygański - Historya Nowego Sącza.djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


sie pokryje się nową miedzią. Wkońcu zeznawali, który kotlarz i za wiele ją kupił. Ksiądz Grabowski jeszcze raz ich zgromił, że się to nie godziło proprio ausu et privata auctoritate bez pozwolenia biskupiego czynić, a wreszcie uroczyście zastrzegł nietykalność dobra kościelnego[1].
Były także kłopoty i dopominania się sławetnego Marcina Wojciechowskiego o folwarczek za rzeką Kamienicą, niedaleko od drogi tarnowskiej na dzisiejszej Przetakówce, od księży wikarych temuż darowany, z którego Szwedzi po powrocie swoim nowy na miasto rozpoczęli napad. Rzecz tak się miała. Konstanty Lubomirski, starosta grodowy sandecki, czuwał nad dalszą obroną miasta. Nie było prochu, a dotychczasowe sprowadzanie z Biecza, gdzie go wyrabiano, było utrudzającem. Pamiętając, jak Szwedzi, szturmując na miasto, umieli korzystać z położenia owego folwarczku, dlatego kazał go zupełnie rozburzyć, a z materyałów budowlanych wystawił prochownię (officina pulvearia) i browar na użytek i wygodę miasta, gdzie brak prochu i piwa czuć się dawał. Wojciechowski stawiał nowy folwark i zastrzegł sobie naprzód, żeby mu go starostowie nie burzyli[2].
Najgorzej jednak było z tym łupem Steina, który jego żona przed rozpoczęciem walki ze Szwedami w Sączu w kollegiacie schować kazała[3]. Ten skarb chciano obrócić na potrzeby publiczne w ciężkich czasach wojennych, lecz sprzeciwiała się temu kapituła kollegiaty, uważając go jako dobro kościelne. Trzeba się było chwycić ostateczności, i za pozwoleniem Ojca św. Alexandra VII. żądać pomocy od kościołów.

Zaraz pierwszych dni maja zjechał ksiądz komisarz królewski z jurystą, w asystencyi kapitana, oficerów i wojska, po srebro kościelne[4] i udali się na zamek. Niebawem przyszedł pan Jędrzej Werbski, dworzanin starosty Lubomirskiego, i zawezwał księdza kustosza, Jana Witaliszowskiego, aby otworzył kościół i wydał skrzynie Steinowej, żony podpułkownika szwedzkiego. Ksiądz kustosz zawahał się z początku, lecz przeczytawszy zezwolenie legata papieskiego i biskupa krakowskiego, otworzył zakrystyę i wydał skrzynie. Było ich kilka a wszystkie pełne srebra, klejnotów i bogatych ma-

  1. Według wszelkiego prawdopodobieństwa nigdy nie zwrócono owej miedzi kollegiacie, skoro w r. 1764 i ponownie w r.1776 dopominała się o nią kapituła sandecka.
  2. Act. Scabin. T. 65. p. 313.
  3. Porówn. rozdz. V. str. 102.
  4. Distributa f. 215.