Przejdź do zawartości

Strona:Jan Ludwik Popławski - Sztandar ze spódnicy.djvu/1

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.
SZTANDAR ZE SPÓDNICY.

Każdy z czytelników rodzaju męskiego, chociażby był najgorętszym wielbicielem kobiet, przyzna zapewne, że te „anioły ziemi“ bywają nieznośne w podróży, w licznych zebraniach, na ulicy, słowem wszędzie, gdzie wyłamują się choć w części z pod wymagań względów towarzyskich. W wagonie „piękna“ towarzyszka podróży zajmuje bez ceremonii tyle miejsca, ile jej się podoba, zawiesza nad głową twoją niezliczoną ilość woreczków i pudełek, z miłą poufałością opiera się całym ciężarem podczas snu o twoje ramię; na koncercie lub odczycie toruje sobie drogę wśród ciżby, depcąc po nogach i przeszkadzając słuchać zebranym. Jeżeli niebacznie opuścisz na chwilę miejsce, zajmie je bez pytania, nawet numerowane. Na ulicy potrąca sparaliżowanych starców i zrzuca przechodniom kapelusze parasolką. Wszystkiego zaś tego dokonywa z miłą bezczelnością, z naiwnem zuchwalstwom, z głębokiem przekonaniem, iż jej jako kobiecie mężczyzni przebaczyć i ustąpić powinni.
Ta zuchwałość rozpieszczonych niewolnic najnieznośniejszą jest jednak w literaturze. Całe gromady „wykształconych“ pań i panienek, wyrobiwszy sobie styl na wypracowaniach pensyonarskich, na dzienniczkach lub wierszykach w albumie, poświęcają swój czas (kobieta zawsze poświęca się) wzbogaceniu piśmiennictwa polskiego mnóstwem nowel, nowelek i obrazków. Dzięki „miłej bezczelności“ utwory te wychodzą w druku, chociaż brak im sensu i znajomości gramatyki i pisowni. Tyle tam myśli, ile zmieścić się może w małej, ufryzowanej główce; serce słabo bije pod ciasnym gorsetem, a wszystko to wypowiedziane szepleniącym szczebiotem, cedzonemi przez zasznurowano wargi półsłówkami. Rozmaite Marie, Magdaleny, Elwiry, Maranthosy itd , cała ta wyjątkowa nędza literacka, to wesołe i obdarzone dobrą pamięcią papużki, które