Strona:Jadwiga Marcinowska - Eliza Orzeszkowa, jej życie i pisma.djvu/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dzo upośledzonych i biednych, przebijało już w znakomitej powieści o Meirze Ezefowiczu. Z takim samym, szczerze ludzkim zrozumieniem i odczuciem niedoli napisane są krótkie opowiadania. Tytuły ich: „Gedali“ i „Silny Samson“.
W powiastce p. n. „Romanowa“ opowiedzianą jest dola biednej matki wdowy, która głęboko chowa wspomnienie zaznanego w młodości małżeńskiego szczęścia, a jednocześnie z ciężkiej swej pracy wychowuje jedynaka syna. O synu tym marzy, iż będzie człowiekiem, co się nazywa, że się dorobi dobrego losu i szacunku na świecie.
Chłopak jest rzeczywiście bardzo zdatny, obiecujący, naogół lubiony. Na nieszczęście obudził się w nim pociąg do trunku.
Źli towarzysze tę skłonność w nim podtrzymują, zachęcają, tak że wkrótce staje się to nałogiem.
Biedna matka rozpaczliwie z nałogiem owym walczy. Wielką dobrocią stara się działać na syna, zatrzymuje go przy sobie wszelkiemi środkami, tłómaczy, błaga. Nie robi mu nigdy gorzkich wymówek; jeno gdy przychodzi pijany, usiłuje skryć to przed oczyma ludzkiemi: chłopca jak małe dziecko utula, karmi, poi; potem wytrzeźwionego prowadzi ze sobą do kościoła. Modlą się razem gorąco i chłopak jest skruszony, ocenia miłość matki, obiecuje poprawę. Serce Romanowej przez kilka dni lub tygodni wzbiera nadzieją.
Nietylko ciężką ale daremną okazuje się jednak ta walka ze wzrastającym nałogiem.
Chłopak jest z zawodu mularzem; w lecie, jesieni, dopóki wre robota, wszystko wybornie idzie. Syn Romanowej za dwóch, za trzech, pracować umie i lubi; przepadają za nim majstrowie. On sam na żadne zbytki i nudę czasu nie ma. Gdy wszakże nastaje pora zimowa, z nią brak zajęcia, nadchodzą dni pokusy i nudy. Przez tydzień jeden, drugi, opiera się im chłopak, a w końcu — ulega znowu.
Matka niejednokrotnie z żałością spogląda wgłąb ciemnego zaułka, gdzie nizko ponad ziemią połyskują oświetlone, choć brudne okienka szynku. Przypominają się jej widziane kiedyś w młodości wpośród śnieżnego boru złowro-