Strona:Jadwiga Marcinowska - Eliza Orzeszkowa, jej życie i pisma.djvu/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


siedztwa rychło poczyna przekładać nad swego Pawła, a to ze względu na modne ubranie i uczesanie.
Pożycie małżeńskie staje się pasmem kłótni, wybryków różnych i bałamuctwa Franki, nareszcie doszło do opuszczenia męża i ucieczki w świat za owym eleganckim lokajem.
A ów „Cham“, którym tak żona pomiata? Cóż na to wszystko mówi, co przeciw temu poczyna?
„Cham“ ponieważ wziął tę kobietę i przysiągł przed Bogiem, że jej nie opuści do śmierci i nie da na zatracenie nieszczęsnej duszy, dotrzymuje tej obietnicy z prawdziwą siłą i wielkością charakteru. Jest dla żony niewyczerpanie łagodny i dobry; dobrocią tą ma nadzieję trafić do zbałamuconego serca, ginące życie jeszcze na dobrą wyprowadzić drogę.
Gdy Franka porzuca go niegodziwie, nie złorzeczy jej, a przeciwnie przed napaściami języków ludzkich, jako może, osłania i broni. Siebie obwinia, powiada: nie umiałem jej jak należy do poprawy przywodzić, zanadto pobłażałem, nie ona grzeszna, ja grzeszny.
W długie noce jesienne i zimowe stawia lampkę w okienku chaty, aby światełko w ciemności wskazywało kierunek, jeżeli przypadkiem — ta nieszczęśliwa powróci. Ze wzruszającą tkliwością serca o tym myśli, że może w tej chwili biedna, zziębnięta i głodna, i żałująca błąka się niedaleko wioski i nie śmie do mężowskiej chałupy zapukać. Więc niechże ten płomyk lampki i drogę jej pokaże i upewni, że tu ją czekają, że tu przyjętą będzie.
Ale Franka nie wraca, choć mija niejedna noc zimowa.
Z niezachwianą cierpliwością Paweł co wieczór lampkę wystawia i czeka.
Dusza owego „Chama“ jest pełna tej prawdziwej, wielkiej miłości, której ani czas nie wygryzie, ani wyziębią nieszczęścia i zawody.
Nareszcie — kiedyś po paru leciech nieobecności przychodzi. Zziębnięta jest, jak przewidywał Paweł, i głodna,