Strona:Jadwiga Marcinowska - Eliza Orzeszkowa, jej życie i pisma.djvu/57

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Nie masz prawa, mój ojcze, — zawołał, — igrać z najświętszemi uczuciami mojemi. Młody jestem, cóż ztąd? Nam, dzieciom czarnej nocy, jak żołnierzom w porze wojny, rok za dwa liczyć się powinien! W upale cierpień prędko dojrzewamy.“
— Ty cierpiałeś?
— Więc myślisz, ojcze, że młodzi nie rozglądają się wokoło siebie, nie rozumieją, nie czują kurczów chłostanej dumy, nie mają litości, która w nich płacze, i trwogi o rzeczy drogie, która w nich krzyczy: ratunku!“
Pan Benedykt pochylił się, szyję wyciągnął, wpatrzył się w syna. „Tak! było to istotnie dziecię dnia burzliwego i ciemnej nocy. Nigdy w jasną pogodę pąki kwiatów nie rozwierają z tak męczeńskim pośpiechem swych purpurowych kielichów.“
Witold unosił się coraz bardziej. Mówił o tych uczuciach miłości do kraju i ludzi, które mu ze krwią krążą w żyłach, z mózgiem myślą, a z sercem tętnią. O tych uczuciach i myślach, które są także jedyną nadzieją. Jaką nadzieją? O! jej imienia ojciec wspominać zabrania! „Tu nie wolno żadnego świętego imienia wspominać, bo ciągnie ono za sobą bladą marę strachu. Och! ten strach wieczny, ta ostrożność niewolników, których drżeniem przejmuje sam brzęk ich obroży, to zagrzebanie szlachetnej duszy w prochu bojaźni i interesu.“
Z powodu uniesienia przyszło nawet pomiędzy ojcem a synem do wymiany słów ostrych, bolesnych. Potym Benedykt „z wyciągniętą ku synowi szyją, oczy w nim zatopił, szeroko otwarte, przerażone: „Wiesz ty? — zaszeptał. — Wiesz? Może nie wiesz! ale ja to wiem, widywałem. Wszak ty zginiesz. Czy słyszysz? z tą zapalczywością swoją, z tym ogniem... Niechybnie zginiesz!“
— „Ojcze mój, nie lękaj się i nie żałuj, jeżeli dziecko twoje zginie na mlecznej drodze przyszłości, w blasku jutrzenki, w ogniu ofiary! Nie sąż także zaginionemi ci, którzy chodzą po nizinach samolubstwa, zaprzaństwa, rozkoszy ciała, a nędzy ducha?“