Strona:Jadwiga Marcinowska - Eliza Orzeszkowa, jej życie i pisma.djvu/4

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



Jadąc koleją z Warszawy w stronę północno­‑wschodnią, mija się po kilku godzinach podróży fabryczne, dosyć znaczne miasto Białystok.
Jesteśmy już na Litwie.
Jesteśmy w tym obszernym, a sławnym kraju, który od czasów Jagiełłowych, więc od końca XIV wieku, skojarzony był z polską koroną unją, czyli połączeniem z dobrej, nieprzymuszonej woli.
W następstwie stuleci niejedną chwałę i niejedną moc dała ta Litwa pospólnej Rzeczypospolitej, wspólnemu państwu, którego stanowiła równouprawnioną połowę.
Dosyć będzie wymienić największe, nigdy niezapomniane imiona Kościuszki i Mickiewicza.
Ci obaj wodzowie narodu, których pamięć do dnia dzisiejszego nietylko jest pokrzepieniem, ale kierownictwem niezgasłym, ci obaj urodzili się na Litwie i tu spędzili najmłodsze lata.
Do głowy ciśnie się wiele myśli o tym wszystkim, co było.
Gdy się tak jedzie przez kraj ów litewski, ogląda się widoki rozległe, ale dosyć jednostajne, smutnawe.
Poeci nasi tak opisują przyrodę Litwy: — Wincenty Pol, który przeważnie przebywał w Małopolsce, powiada:

„Hej! na północ, tam daleko,
Szumią puszcze ponad rzeką!
Tam świat inny, lud odmienny,
Kraj zapadły, równy, senny,