Strona:Jadwiga Marcinowska - Eliza Orzeszkowa, jej życie i pisma.djvu/37

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

„Jasny pan to powiedział, że Żyd, porównany z Chrześcijanem we wszystkim, nigdy szkodliwym nie będzie?“
„Powiedziałem“.
„Jasny pan to powiedział, że Żydów ma za obywateli polskich i że trzeba, aby oni dzieci swoje do świeckich szkół posyłali i żeby mieli prawo ziemię kupować i żeby między niemi były skasowane różne rzeczy, które ani dobre są, ani rozumne“.
„Powiedziałem“.
Wtedy wysoki, okazałej postaci Żyd z dumnym czołem i rozumnym spojrzeniem, pochylił się szybko i, zanim poseł miał czas obejrzeć się i obronić, rękę jego do ust przycisnął. „Ja tu przybysz, rzekł z cicha, gość w tym kraju, młodszy brat“.
A potym sięgnąwszy do kieszeni: „Oto co ja tu przywiozłem. To droższe dla mnie nad wszystko złoto, perły i djamenty“.
„Cóż to jest?“ — zapytał poseł.
Hersz uroczystym tonem odpowiedział:
„Testament przodka mego, Seniora Michała Ezefowicza“.
Nad czytaniem owego testamentu społem całą noc przesiedzieli.
Nazajutrz podążyli wspólną kolasą do Warszawy. Przez ciąg kilku miesięcy krzątał się Hersz Ezefowicz, jeździł po kraju. W okolicach Szybowa niezmordowanie jednał stronników dla mających nastąpić zmian doniosłych, namawiał, tłómaczył, przekonywał.
Ale przyszedł dzień, w którym z podróży do Warszawy powrócił nie z rozjaśnionym jak zwykle czołem, ale smutny, złamany.
Stroskanej żonie powiedział: „Przepadło! Kiedy budowa jaka rozpada się w kawałki, tym, którzy w niej mieszkają, belki padają na głowy i pył zasypuje oczy“.
„Prawda“ — potwierdziła kobieta.
A Hersz znowu: „Jedna wielka budowa rozpadła się...