Ta strona została przepisana.
— Hu! — wrzeszczała starucha. Jęczała, wyła i skomlała, ale niebyło rady i spaliła się na węgiel.
Małgosia pobiegła coprędzej do Jasia, otwarła kojec i zawołała:
— Jasiu! Jesteśmy ocaleni! Czarownica spalona na węgiel!
Jaś wyskoczył jak ptaszek z klatki i zaczęli się oboje radować. Ponieważ nie potrzebowali już bać się czarownicy, przeszukali cały domek. Znaleźli dużo ciekawych rzeczy, a zwłaszcza mnóstwo skrzyneczek i szkatułek z perłami i drogiemi kamieniami.
— To lepsze, niż białe kamyki! — zawołał Jaś i napchał sobie klejnotów do wszystkich kieszeni.
— Ja też wezme trochę do domu! — powiedziała Małgosia i nasypała pełen fartuszek.
— Teraz wracajmy do domu! — poradził Jaś. — Musimy koniecznie wyjść z zaczarowanego lasu.