Ta strona została przepisana.
w piecu piekarskim i zamiesiłam ciasto.
Zobaczno, czy piec dość gorący, by wkładać bochenki.
To powiedziawszy, popchnęła Małgosię w kierunku pieca, z którego buchały płomienie. Chciała, by Małgosia włożyła głowę w piec, potem zaś umyśliła sobie wepchnąć ją do środka i zamknąć drzwi. W ten sposób miałaby odrazu jadło z obojga dzieci.
Ale Małgosia domyśliła się, o co idzie i powiedziała:
— Nie wiem, jak to zrobić, nie zmieszczę się tam.
— Co!? — wrzasnęła starucha. — Głupia jesteś! Wszakże otwór pieca jest tak wielki, że ja sama mogłabym tam wejść.
To powiedziawszy, podeszła do pieca i wsadziła weń głowę.
Małgosia skorzystała z chwili, pchnęła czarownicę co sił w piec i zaryglowała drzwi.