Około południa zobaczyły ślicznego białego ptaszka, który śpiewał cudnie. Dzieci słuchały, a gdy ptaszek skończył śpiewać, rozpostarł skrzydełka i poleciał przed niemi, wskazując im drogę. Szły za nim aż do małego domku. Ptak siadł na dachu. Dzieci zobaczyły, że domek zbudowany jest z chleba, dach ma z pierników, a szyby z przeźroczystego cukru.
— Podjemy sobie teraz, w imię Boże! — zawołał Jaś. — Ja ułamię kawałek dachu, ty zaś liż szybę, bo słodsza.
Jaś wspiął się na palce, ułamał kawałek niskiego dachu, zaś Małgosia zaczęła lizać szybę.
Nagle ktoś zawołał z domku:
— A to ładna parada!
Któż mi mój domek zjada?
Dzieci odpowiedziały:
— To wiatr, to wiatr,
Co leci od Tatr!
Jadły dalej, nie przeszkadzając sobie. Jaś urwał drugi kawałek smakowitego da-