Strona:J. Turgeniew - Z „Zapisek myśliwego”.djvu/94

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    sprzedaną zwierzynę, kupić sobie ładownicę i torbę myśliwską, lecz ani razu nie pomyślał nawet o podobnym sprawunku i nabijał swoją strzelbę jak dawniej, wzbudzając podziw widzów zręcznością, z jaką unikał zmieszania prochu ze śrutem.
    Broń miał pojedynczą, ze skałką, „bijącą mocno“, na skutek czego prawa szczęka Jermołaja zawsze była pełniejsza od lewej. Jak on trafiał z tej broni, nawet bardzo mądry człowiek nie odgadłby, lecz trafiał...
    Miał on i wyżła, który się wabił Waletka; zadziwiające stworzenie! Jermołaj nigdy jeść mu nie dawał.
    — Będę ja psa pasł — mówił — pies, mądre zwierzę, sam sobie pożywienie znajdzie.
    I rzeczywiście, chociaż Waletka najobojętniejszego przechodnia raził swą chudością nadmierną, lecz żył i długo żył; nawet, bez względu na swe biedne położenie, nie zdradzał chęci opuszczenia swego pana.
    Raz, jakoś za młodych lat, uciekł na dwa dni, ale to głupstwo prędko od niego odeszło.
    Najbardziej godną uwagi właściwością Waletki była jego szczególna obojętność na wszystko na świecie. Gdyby tu była mowa nie o psie, użyłbym wyrazu — rozczarowanie. On zazwyczaj siadywał, podkuliwszy pod siebie kusy ogon, był jakby nachmurzony, od czasu do czasu wstrząsał się i nie uśmiechał się nigdy (wiadomo, że psy umieją się uśmiechać i to bardzo przyjemnie).
    Był on strasznie brzydki i ani jeden próżnujący dworski człowiek nie opuścił okazyi, aby się nie naśmiać