Strona:J. Turgeniew - Z „Zapisek myśliwego”.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jak to mówią, oryginałem, albo też czemś jeszcze gorszem; być może także, iż sądzisz pan, że ja dziwaka udaję...
— Muszę panu znów powtórzyć, że pana nie snam.
— Dlaczego ja z panem, człowiekiem nieznanym mi zupełnie, tak się rozgawędziłem, Pan Bóg jeden wie (westchnął), czy to nie wskutek powinowactwa naszych dusz? I pan i ja jesteśmy porządni ludzie, tj. egoiści. Ani pan do mnie, ani ja do pana nie mam najmniejszego interesu, czyż nie tak? Lecz obadwaj zasnąć nie możemy, dlaczegóż nie pogawędzić? Ja jestem w usposobieniu, a to mi się rzadko zdarza. Widzisz pan, jestem nieśmiały, a nieśmiały nie dlatego, żem prowincyonalista, bez rangi, biedak, lecz dlatego, że jestem człowiek strasznie samolubny. Czasem jednak, pod wpływem sprzyjających okoliczności, których zresztą ani określić, ani przewidzieć nie jestem w stanie, nieśmiałość moja znika zupełnie, ot jak teraz naprzykład. Teraz postaw mnie pan oko w oko choćby przed samym Dalej-Lamą, a ja go poproszę, żeby mnie poczęstował tabaką. Lecz panu zapewne chce się spać?
— Przeciwnie, bardzo mi przyjemnie rozmawiać z panem.
— To jest, chcesz pan powiedzieć, że pana zabawiam; tem lepiej... Otóż, powiem panu, że tu zaszczycają mnie nazwą oryginała, ci, którym wypadkowym sposobem, między innemi drobiazgami, imię moje przyjdzie na myśl. Myślą tym sposobem mnie dotknąć... Boże, gdyby oni wiedzieli, że ja właśnie ginę wskutek tego, że nie mam w sobie nic a nic