Strona:J. Turgeniew - Z „Zapisek myśliwego”.djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i wypijali kieliszek za kieliszkiem. Jak nareszcie wystrzeliły butelki szampańskiego i zaczęto wygłaszać toasty?! Wszystko to, zapewne dobrze czytelnikom jest znane.
Lecz szczególniej godną uwagi wydała mi się anegdota, opowiedziana przez samego dygnitarza, wśród ogólnego i radosnego słuchania. Ktoś, zdaje mi się, że generał, człowiek obznajmiony z najnowszą literaturą, wspomniał o wpływie kobiet na społeczeństwo wogóle, a na młodych chłopców w szczególności.
— Tak, tak — potwierdził dygnitarz — to prawda: młodych ludzi trzymać trzeba w surowem posłuszeństwie, inaczej bowiem, na widok spódnicy, rozum tracą. (Dziecinnie wesoły uśmiech przebiegł po twarzach gości, w oczach jednego obywatela zadrgała nawet łza wdzięczności).
— Albowiem młodzi ludzie są głupi. Oto ja, naprzykład, mam syna Iwana. Zaledwie, dureń, zaczął dwudziesty rok, nagle przychodzi do mnie i mówi: — ojcze, pozwól mi się ożenić — a ja mówię do niego: — głupiec jesteś! naprzód trzeba trochę posłużyć; no, rozpacz... łzy... ale u mnie... tego...
Wyraz „tego“ — dygnitarz wymówił więcej brzuchem niż ustami — zamilkł i spojrzał na swego sąsiada generała, przyczem podniósł brwi daleko wyżej niż się można było spodziewać. Cywilny generał przyjemnie pochylił głowę nieco na bok i nader szybko zaczął mrugać okiem, zwróconem do dygnitarza.
— No i cóż — mówił dygnitarz — teraz on sam pisze do mnie: „Bóg zapłać ojcze, żeś mnie głupiego, rozumu nauczył...“ Tak oto postępować należy.