Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
58

W pieśni do Arcy-Biskupa Gnieźnieńskiego, jaki to piękny obrazek. (III. XI).

W jakiéj tęsknicy domu pozostały
Wygląda ojca miłego syn mały,
Który mu kupić jarmark obiecował
Gdy się do miasta rano wyprawował.
Więc się kłopoce co tam ojciec trzyma
Mniemając że ón inszéj sprawy niéma
Jeno pas kupić, abo czapkę nową
Abo nakoniec kukłę szelągową
A ten czego dom za się potrzebuje
Tym czasem chodząc po targu kupuje,
Tu sól, tu garnce, tu kocioł miedziany,
Tu krój, tu lemiesz, tu wóz okowany.
Aż nic nakoniec niéma w pęcherzynie,
Syna wzdy szklanna banieczka nie minie.

I gdzież tu proszę ta wyrzucana mitologia, którą tak ma być przesycony Kochanowski? Nie sąż to obrazy narodowe, krajowe, swoje własne.
Pieśni Święto-jańskie o Sobótce, naprzód są z myśli narodowéj, ale i wykonaniem zbliżył się w nich wielce poeta do gminnych, prostych, sielskich piosnek.
We wstępie rozpala poeta ognie, rozsypuje tłum widzów, bąki grają, echo powtarza, siadają na murawie i występuje sześć par dziéwcząt bylicą przepasanych. Piérwsza śpiéwaczka tłumaczy że Sobótka od najdawniejszych cza-