Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
141

W pozostałych lirykach, już czysto natchnionych, nie temi dobrodziejstwami żywota, ale prawdziwemi uczuciami, uczuciami naturalnemi, Naruszewicz nie wiele jest szczęśliwszy. Język jego mozolnie na stary krój wymoderowany, pełen archaizmów, wyrażeń dziwnych, już napuszonych, już trywjalnych i rubasznych, już niesmaczno-nagich; wiele ma czasem energij, pospolicie zbywa mu zupełnie na wdzięku. Życie nawet dworskie nie potrafiło go ogładzić i dać mu uczucia tego co piękne i przyzwoite. Ody te są bardziéj patetycznemi rymowanemi mowy i niż lirykami, a gdzie udaje zapał i chce się unosić wysoko, wpada niechybnie w przesadę i nadętość. Co gorzéj, czujemy wszędzie że natchnionym nie był, ale sztucznie naśladował, wyrabiał natchnienie, że nie czuł, ale myślał. Sama przesada już jest tego dowodem; bo ten tylko przesadza, kto nie czując, niéma miary na wyrażenie uczucia. Zdaje mu się że silne uczucie tak by się wyrazić powinno, a myli się, gdyby prawdziwie czuł, wyraził by się silnie bez najmniejszéj trudności. Niemało w pieśniach Naruszewicza zadziwia, nietylko użycie ale nieustanne nadużywanie mythologicznych ozdób, któremi bez miary sypie. Jest to wada klassycyzmu XVIII wieku i wszystkich prawie