Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Zadora.djvu/92

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Tymczasem właśnie w ciągu tych długich lat ośmiu, zaszły w kraju wielkie zmiany. Nie przebrzmiały bez odgłosu słowa Staszica, który upominał się o polepszenie stanu włościan, o zniesienie niewoli i poddaństwa. W ślad za nim podniosły się głosy inne, a co herezją straszną i ujmą praw szlacheckich wydawało się, gdy Zamojski swój podeptany zbiór praw Sejmowi składał — w lat kilka krążyło już jako nieunikniona konieczność.
    Nadszedł Sejm czteroletni, który wszystkie ideje kiełkujące tu i owdzie do życia zapragnął, choć nie wszystkie mógł doprowadzić.
    Gorzały umysły do reform zbawiennych, mogących społeczeństwo, skarlałe wśród starych instytucji strupieszałych, odrodzić. Jak za długo na te reformy czekano, tak po tem za gwałtownie chciano je urzeczywistnić na raz wszystkie, co bez gwałtownego wstrząśnienia stać się nie mogło — a biada starym gmachom, gdy się pod niemi ziemia zatrzęsie.
    Piękna to była chwila, a ci co pamiętali stan umysłów przed kilkunastą laty, wydziwić się nie mogli postępowi, jaki uczyniono.
    Było to już w pośrodku tego Sejmu czteroletniego.
    W kamienicy na Krakowskiem od tyłu, w wielkiej izbie dosyć skromnie przybranej, o wieczornej godzinie, gdy szary mrok padać zaczynał, a światła jeszcze nie przyniesiono, siedziało dwóch mężczyzn, jakby odpoczywając po pracy. W środku pokoju stół suknem zielonem, poplamionem i startem, okryty, cały był zarzucony papierami i książkami. Na ziemi walały się bibulaste kawałki druków poszarpanych, z pomiędzy książek i broszur, dwa czy trzy ogromne piórami nasrożone, wyglądały kałamarze.
    Wszystko tu oznaczało, że nie próżnowano, że z gorączkowym pospiechem jakaś pilna u tego stołu dokonywać się musiała robota. Papiery stosami były nie poukładane, ale ponarzucane, w książkach sterczały zakładki, na białych arkuszach papieru widać