Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Zadora.djvu/77

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    stya. Żonę ma pono szlachciankę z Huszczy czy z Tucznej. Dzieci oni niby to nie mają, mieli synka, ten powiadają, umarł. Tymczasem doszedłem, że się on opiekował jakimś sierotą, że go do szkół w Białej księżom wścibił, i dowiadywał się... A to był ten sam Zadorski. I dwa razy już około chaty leśnika spotkałem tego Zadorskiego. Nie będzież to synek chłopa, którego chcą pomalować na szlachcica?? Daty mi się godzą, wiek jak ulał... jeszcze trochę poszperam, pochodzę, a gdy pewność zyszczę, ludzi wezmę Radziwiłłowskich i panicza w kajdanki. Dopiero niech rodzice i on odpowiadają za — oszustwo, za samozwaństwo. Szlachectwo sobie dawać, toć gorzej niżby się ożenił z córką obywatelską, na cały ród, na całą krew infamia.
    Wysocki mówić nie mógł, nie wiedział on za co się mścił Mazanowski, po głowie mu tyłko chodziło jedno, że od chłopa był bity. Zdawało mu się, że ta plama na klejnocie, niczem nie mogła być zmytą, tylko krwią. Mazanowski też swojego płazowania pamiętny, to samo w duchu myślał.
    — A długoż to może trwać, nim do kłębka dojdziecie? — zapytał głosem drżącym.
    — Nie wiem — rzekł gospodarz — a że mi to na sercu leży (nie przyznał się, że na plecach), klnę się na to!!
    — A! i mnie — bąknął Wysocki. — Nuż się pociągnie wasza inkwizycya — dodał — a tymczasem bestya się ożeni i szlachecką córkę pozbawi szlachectwa! Mnie się na to wzdryga serce, i choć mścić bym się mógł, takiego im nieszczęścia nie życzę.
    — Ja na to nie poradzę — odezwał się Mazanowski. Przed czasem infamisa spłoszyć, ucieknie nam, a tu przykład zrobić trzeba, aby się chamy nie zuchwaliły. Już tego jestem pewny, że gdy się nasz Radziwiłł dowie, fraszka kajdany, zasieką go rózgami, bo on wie, co to klejnot szlachecki i na co zasłużył kto go kradnie.