Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Zadora.djvu/109

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — Wola Boża!
    Chwilkę pomyślał — potem na ramieniu Podsędkowi rękę swą suchą położył, i dodał:
    Ne żurysia! Czekaj! Zobaczymy...
    — A ba! co ja tu już dobrego zobaczę.
    — Czekaj! powtórzył Łowczy. Skłonił się Podsędek, lecz zasępiony już najmniej nie okazywał nadziei, aby mógł się czego innego spodziewać jak cudzego wesela.
    Zaczęto nakrywać do wieczerzy, a dwaj ichmość zagrali przy oknie w warcaby, nic do siebie nie mówiąc. Dopiero gdy Łowczy przegrał, począł szeptać:
    — Ośm lat! Zważ ty to sobie, przez lat ośm nie dawał o sobie najmniejszej wiadomości. Myślałem, że go gdzie wilcy zjedli. Żeby pisnął.
    — Mój Łowczy dobrodzieju — przerwał Podsędek — jak Bóg żyw, panna o nim wiedzieć musiała, choć milczała. — Ho! ho! bez tego sentyment by nie strzymał!
    — Przecie by coś transpirowało! dołożył ruszając ramionami. — No — Bóg ich wie!
    Rozumie się, że konie p. Jacka wzięto do stajni i on na noc pozostał, a że dwu gościnnych pokojów nie było, postawiono ich razem z Podsędkiem.
    Nie było to dla nich przyjemnem, ale Pokrzywnicki był człowiekiem wielkiej experyencyi i przedziwnego taktu, tak iż do wszelkiego położenia nagiąć się i zastosować umiał. Gdy więc przyszli razem do izby, w której dla nich dwa tarczany stały gotowe, a nie było sposobu uniknięcia rozmowy, Podsędek począł de publicis.
    Mając przed sobą pomocnika Podkanclerzego, nie wypadało mu okazywać się czem był, to jest zwolennikiem starego porządku — począł chwalić zacnych patryotów, wątpiąc tylko, czy ich stutysięczne wojsko i inne uchwały na papierze, dadzą się w życie wprowadzić.
    Takie preludyum uczyniwszy nie z tego tonu z jakiego grać chciał, zwrócił się do — personaljów, i w zręcznym peryodzie wyraził delikatnie, iż mu