Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Z życia awanturnika.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Z tego, co mu prezes powierzył, wnosić było można, iż się tam w tym worku właśnie kryły jakieś ważne tajemnice. Postanowił więc nocą podkraść się pod pozorem czujności nad starcem i odjąć mu po cichu te papiery tak, aby tego nie poczuł. Wprzódy jednak chciał jeszcze pospieszyć z doniesieniem prezesowi o ważném swém odkryciu, aby od niego mieć upoważnienie do konfiskaty. Obiecywał sobie z tego wielkie w przyszłości zachowanie u dostojnego protektora...
Doktorowa nazajutrz po wieczorze u Toli, zamyślała listem prosić profesora z jego gościem do siebie, przyszło jéj jednak na myśl zaraz, że przez posły wilk nie tyje, że na pismo łatwo się pismem odpowiada i odmówić może. Z rana więc po mszy, z książką od nabożeństwa w ręku, mimo że ją wschody zawsze kosztowały wiele znużenia, odpoczywając dostała się na drugie piętro i zadzwoniła tak gwałtownie, że profesor, który właśnie miał brać na siebie surdut, wybiegł z jednym rękawem naciągniętym, a drugim narzuconym. Postrzegłszy we drzwiach doktorową zmieszał się bardzo — ona nic a nic — rada była że się dostała na górę i szukała już gdzie usiąść.
— Gdzie twój pokój profesorze, bo muszę spocząć.
— A! na Boga miłego... usiąść! to chyba do biblioteki krzesełko przyniosą... bo u mnie w pokoju nie mogę przyjąć.
— Dla czego...
— W nieporządku wielkim...
To mówiąc stary Kudełka pobiegł po krzesło, stłukł miednicę, rozlał wodę, i ręcznikiem starłszy zlane siedzenie przyniósł je do biblioteki, któréj drzwi otworzył.
Doktorowa weszła, obejrzała niepewne krzesło i usiadła ostrożnie — musiała wschody wydychać.
Poglądała tymczasem po półkach uśmiechając się. Biblioteka profesora nie miała tego pozoru wytwornego, jaki po domach pańskich zbiory ksiąg miewają, wyglądała nędznie, choć zawierała skarby. Na oprawę jednostajną i bogatą tych rzadkości nie stało profesorowi funduszów. — Pargaminowe więc okładki,