Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/88

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 80 )

stary krawiec powolnie goił rany mojej sukni; skończyła się nareście operacija, nastrzępiłem włosy, zlałem się pachnącą wódką, spójrzałem w zwierciadło i na siebie, a potém za okno, — ach! dészcz padał! Nigdy się bardziej zmartwić nie mogła żadna jejmość, zwarzeniem najlepszego garnuszka śmietanki, jak ja tą przeciwnością. — Dészcz pada, rzekłem do Jana żałośnym głosem — Dészcz pada! powtórzył służący i stanęliśmy oba przypatrując się wodzie spływającej po szybach, zciekającej z ryn i dachów i szumiącej w rynsztoku. Stałem tedy z założonymi rękoma i przemyślałem o słocie, gdy Jan domyślniejszy o-