Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/72

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 64 )

twartemi. Odpowiedziałem na pozdrowienia i zwykła zawiązała się rozmowa.
— Co się tycze wieczora, rzekł Mięta, oglądając się w około, czas jest wilgotny, powietrze ciężkie, a zatém systema piersiowe cierpi na tém.
— Być to może.
— Źle cóś Asan wyglądasz, czy nie chory?
— Nie, nie czuję.
— To źle, bo to być musi skryty defekt jakiś, trzeba będzie jegomości obejrzeć, żebyś nam nie zachorował. Kończąc te słowa pokłonił mi się i odszedł kreśląc swoją laską półokręgi na powietrzu.