Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 27 )

obracają się oczy, lśnią się pomokłe wąsy, i błazen nawet usnął gdzieś w kącie komnaty. Rozchodzą się goście, osłabieni długą ucztą na odpoczynek, a czeladź zmiata tymczasem co pozostało od porywczej i łakomej szlachty. Już młodzież zaczyna sobie przypadki swoje opowiadać, ten wrócił ze Włoch obfity w puste powiastki, tamten ze Szwecyi przywiózł dobry zapas nowin, inny wymuskany i pachnącymi zlany wódkami, łata swą mowę francuzczyzną i chwali się ze zwycięstw serdecznych. Indziej od polskiej krwi nieodrodna młodzież, gardząc zniewieściałą zabawą, rzuca pociski na tarczę, godzi na ostrze, potyka się w kol-