Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 175 )

tabakierę, na którą miał zwrócone oczy.
— Janie! zawołałem wbiegając, zawołaj do mnie gospodarza.
— A to naco panie? była odpowiedź ciekawego prostaka.
— Chcę cały ten dom nająć?
— A to można, bo dziś wyniósł się ten kapitan co tu stał, a gospodarz wywiesił właśnie tabliczkę.
— Chwała Bogu!
— Ale, dodał Jan wpatrując się we mnie, naco panu tyle pokoi? nam i w tych nie było ciasno.
— Ale teraz mogłoby być ciasno, bo....
— Co panie?
— Bo.... dodałem przewracając