Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/181

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 173 )

— Dążę, odpowiedział głosem poważnym, tam, zkąd pan wracasz zapewne bez skutku.
— Nie masz pan tam już czego się trudzić.
— Jakiż bo z Waćpana gorączka, nie desperuj, wszystko jeszcze można naprawić.
— Ale rzeczy już żadnej nie potrzebują naprawy.
— Jakto? abo co?
— Wygoniłem pana rywala z miasta.
— Nie żartuj Waść!
— Istotnie.
— I dla czegoż to tak prędko? jakimże sposobem?
— Bardzo krótkim, kazałem mu się wynieść i kwita.