Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 168 )

i z założonymi rękoma. Wszyscy się mojém przybyciem niezmiernie zmięszali, i usłyszałem jeszcze z ust mego rywala wyrazy:
— Napróżno! nic mi teraz z rąk ani jej posagu, ani jej samej nie wydrze!!
Zarumieniłem się cały ze złości, prędko wbiegłem do pokoju, a gdy miłość dodała mi odwagi, z równą śmiałością mierząc przeciwnika mego oczyma wykrzyknąłem:
— Ja! ja ci odbiorę niewinną ofiarę!!
— A witam, ozięble odpowiedział Gurtleib, radziłbym się nie mieszać w interesa familijne, żebyś pan tego nie pożałował; pro-