Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 156 )

oparł za trzeciemi drzwiami. Wiesz pan że ludzie i od ołtarza odchodzą, ażeby też po zaręczynach nie można było jegomości powiedzieć, że z tego nic.
— A potém co za zaleta, ani kocza niema, ani karety — jużbym ja swojej córki nie dała.
— Ani ja.
— Ani ja, ale trzeba koniecznie jego wyforować, trzeba Pretficom wmówić, żeby przecie znali swoją godność. — Taż to jeszcze nie poślubie.
— To właśnie i dobrze, że pan młody przed ślubem pokazał co umie — ja w tém jestem, dodała burmistrzowa, że z tego nic nie będzie.