Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 147 )

czekując posłańca. Wychodzi sam Farmacy z fajką w ustach.
— A cóż to tu porabiasz.
— Czekam na Macieja, coś nie wraca długo.
— Ej w czas jeszcze wróci. Zaspokojona mama poszła sama nad własnym strojem przemyślać, a dumna Gabrusia ubrana galowo, oczekiwała tylko żądanego kapelusza. Już się też i zmierzcha, śpieszą wszyscy na wieczór, a aptekarzowie czekają na kapelusz — lecz napróżno.
Zaprzężono konie, pojazd czeka, niecierpliwi się matka i córka, a jegomość spać się położył.
— O przeklęty madzgaj! czego jemu tam u licha bawić tak długo?