Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/136

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 128 )

po długim spoczynku, w ciągłym zostawały ruchu. Wtém otwiera się z trzaskiem szafa i cała processa wychodzi. Były tam solniczki, kieliszki, imbryczki, garnuszki, zaczęło to wszystko defilować przedemną — aż tu jednym razem, gdym usiłował otworzyć gwałtem przymrużone oczy, kur zapiał — i wszystko stanęło spokojnie na miejscu!
Ciężkie westchnienie z piersi mi się wyrwało, smutne myśli, jak wiatr jesienny snuły mi się znowu po głowie.
Wszystkie władze mego rozumu, namiętności i skłonności dziwną z sobą wiodły utarczkę. Górowała wyobraźnia, rozum usnął