Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 123 )

dzikich, czarnych, niepojętych obrazów nasuwa mi się; spoglądam z jakąś obawą na siebie, na pokój, na księżyc i świécę. Zdaje mi się w tej chwili, żem sam jeden pozostał na świecie, że przestrzeń niedojrzana dzieli mię od wszystkich, od wszystkich, których los mój obchodzi. Lichtarz z umbrelką i świécą długo nieucieraną stoi przedemną, a stół zawalony papierami zdaje mi się być jakimś duchem, który mię pilnuje. Ale przecz, przecz czarne myśli! idźcie w głąb serca! ludzie was znać nie chcą, niech serce nieznana gryzie troska, a usta niech uśmiéch udają! Udręczenia moje mnie tylko zajmują, świat się z nich śmieje i urąga.