Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/127

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 119 )

schodzili godzinie. Szedł doktór w seledynowym fraku, nowym kapeluszu, w trzewikach, białych pończochach i jasno zielonych rękawiczkach; dalej Bomba w buchastym ubiorze, w jasnej, paskowanej kamizelce, postępował wziąwszy się w boki. Jechały wystrojone damy landarami; łojowe świéczki błyszczeć zaczęły w oknach domu Pretficów. Od aptekarzów pożyczono kanap, krzeseł i stolika, niosąc to wszystko w tryumfie do domu obrzędowego. Całe miasto było w ruchu, ulica pełna ciekawych, a pod moim oknem właśnie tych samych dwóch majstrów się zeszło, co wprzódy.