Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 114 )

trzajcie! jaki mądry, rzekł wychodząc — nic z tego! nic! moja córka ma lepszych od Wasana konkurentów. Gdy tedy wyszedł, odetchnąłem z radości, a pan Pukszta założył ręce i piérwszy może raz w życiu zamyślił się zupełnie. Po kilku jednak minutach poszedł do domu, i ledwie drzwi zamknął za sobą, rozgniewany zawołał na żonę:
— Pięknieś mnie Jejmość wystrychnęła.
— A cóz tam mój kotku, rzekła burmistrzowa patrząc się w lustro.
— A już to zawsze twoje rachuby, moja pani, to mnie dobrze wyprowadzą. Ot i teraz właśnie wysłałaś mię do tego Kleofasa.