Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 111 )

do książki, czasu wolnego, przysiądzie, a i siostrze i naszym pannom, zawsze książek przywiezie.
— A to bardzo chwalebnie.
— Tak! o tak! chwalebnie! dobry to chłopiec, i teraz założyłbym się, że tam sobie książki układa.
Jakby na przekorę dał się słyszeć w tej chwili głos młodego Pukszty pod oknem: — Jak się masz Róziu! czy zdrowa! a poczekajże mam ci parę słów szepnąć. Ciekawy ojciec wyścibił oknem głowę i zawołał na syna — A co tam Waść z Rózią? Zmieszał się niespodzianém natarciem synalek, ale wkrótce zwykłą odzyskawszy bezczelność, śmiejąc się z miną pie-