Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 99 )

mię bóty, które trzymał w ręku; lecz wszystko napróżno - bo ja chcąc dójść co z tego będzie, na złość chrapać zacząłem. Gdy tedy wszystkie już wyczerpnął sposoby, zbliża się do łóżka i głosem schrzypłym powiada:
— Już ósma.
— Mniejsza o to, rzekłem powoli.
— Ale bo już późno, to może pan wstanie.
— A cóż tam tak pilnego?
— At, to ja chciałem panu tylko powiedzieć, że — i stanął.
— Cóż chciałeś powiedzieć?
— I, to fraszka...
— Ale cóż przecie?
— To bagatel...