Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 92 )

za kapelusz i udałem się prosto do apteki, spodziewając się że tamtejsze plotki, będą mogły ze smutnych marzeń mię ocucić.
Byłto właśnie ten czas, kiedy wieczór z dniem się miesza. Naśladując zwyczaje wielkiego miasta wcześnie pozapalano świéce, a gdy wszedłem, całe towarzystwo zajęte było zapewne roztrząsaniem jakiejś ważnej plotki, bo wszyscy razem mówili, a niektórzy nawet, sądząc z postaci, mocno stać musieli przy swojém. Bomba stał naprzeciw gospodyni skurczony w pół okrąg, licząc cóś na palcach. Burmistrz wziąwszy się w boki mocno nacierał na zdanie doktorowej, sam zaś gospodarz rozmawiał z pacien-