Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/208

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 200 )

nowczej i tak przykrej chwili, tymczasem spuściwszy się na los, zacząłem rozmowę.
— Pani, zapewne coś czułego czytać musiała, bo jeśli się nie mylę, widziałem łzę w jej oku?
— W moim? odpowiedziała ze zdumieniem, które tak powabnie kobiéty udawać umieją, gdy tymczasem jej oczy zdawały się mówić co innego — zdaje mi się żem nie płakała?
— Może mi się tak zdało tylko, odpowiedziałem, ale cóżby też dziwnego było, gdybyś pani nad losem jakiego nieszczęśliwego kochanka zapłakać chciała? Kobiéty, które tylu nieszczęśliwych czynią, powinny łzę przynajmniej wylać