Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/206

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 198 )

sobie w duchu, i szybbim krokiem pobiegłem przez dziedziniec, rojąc już sobie tysiączne szczęścia nadzieje. Tą razą nie zaczesywałem włosów, nie strzepywałem fraka przed wejściem, prędko uchyliłem klamkę i prędzej jeszcze wszedłem do pożądanego mi miejsca. Proszę sobie wystawić moje zdumienie, gdy samą tylko, tysiącem jaśniejącą wdzięków znalazłem Emiliją, której oczy zdobiła przezroczysta łezka, wyciśnięta czytaniem romansu. Byłem zmięszany równie jak ona tém spotkaniem i zapytałem tylko po przywitaniu o rodziców. — Papa śpi właśnie, jak zazwyczaj, odpowiedziała, a matka moja dla domowego zatrudnienia wyszła na