Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 168 )

mogły, bo umysł jego przez kilka minut spokojny, nabrał nowej jędrności, i czuł potrzebę wylania się w rozmowie. Chciał mówić, chciał żartować, bo do tego był przywykły, a tym czasem nie było z kim, nie było z kogo. Zaczepił tedy naprzód Organistę, jako osobę najmniejszej wagi, ale ten zajęty jedynie przedmiotem swych badań, podniósłszy oczy, rzekł tylko po cichu mrucząc — Janua... porta... aula... Sagittarius, i znowu zatopił się w księdze.
— Bodaj cię licho porwało! odpowiedział mu zniechęcony Bomba, trzech słów poczciwych zliczyć nie umiész.
— Pisze Sagittarius — rzekł zno-