Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 159 )

kojny zostałem się jakby przykuty do mojej ławeczki, rozmyślając nad tém, com tylkoco słyszał.
— Co począć? myślałem — wyrzec się wszystkiego, i dać sobie wyrwać prawie od ust, owoc starań tylu i zabiegów? — nie! ostatni raz trzeba sprobować szczęścia, póki tleje choć najmniejszy promyk nadziei.
Trzeba sprobować! rzekłem sam do siebie i w myśli udania się natychmiast do państwa Pretficów, wstałem pośpiesznie.
— Dobry wieczór! odezwał się w tej chwili głosek pieszczony, wyrywający mię z marzeń moich, podnoszę oczy — o przeklęty trafie! panna Klementyna z matką