Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 148 )

sukni i czarnym kitajkowym fartuchu, stojącą z założonymi rękoma i rumianą od ognia twarzą przed Bombą i Pocztmajstrem, którzy wpadłszy w dobry humor, badali ją o nowiny z miasta.
Powiedzże, powiedz, moja dobrodziejka, mówił właśnie Bomba, gdym wchodził — co tam będziesz kryć przed nami, przecieżeśmy starzy znajomi.
— Nie są to żadne wielkie tajemnice, przecież to nie list, ani jaka korespondencija, dodał Pocztmajster.
— A juściż ja tu niémam cudzych sekretów na przedaż, odpowiedziała kawiarka — idźcie panowie na to do kawiarni pod Żołędziem,