Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 147 )

rzało, i śmiano siej nawet ze mnie, że raz w rannych żółtach bótach, oddałem wizytę panu Bombie. Nie inną temu roztargnieniu przyczynę naznaczają nad miłość, a ja sam wyznaję, że przybycie pana Gurtleiba, który się zdaje być szczęśliwym moim współzawodnikiem, wszystko to zrządziło.
W takich to myślach, szedłem przez miasto, i mijając kawiarnią pod godłem Merkurego, utrzymywaną od starey pani Maciejowej, dla rozrywki wejść do niej postanowiłem.
— Dobry wieczór, rzekłem niechętnie wchodząc i widząc kilka osób koło stolików, a samę jejmość w zżółkłym czépeczku, króciuchnej