Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/149

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 141 )

myśli moje i uwagę przerywa; słyszę kroki lekkie kobiéce, i nakoniec spostrzegam pannę Klementynę, o którą właśnie spór się toczył, idącą na palcach, i chcącą, jak się zdawało, równie jak ja posłuchać rozmowy.
Twarz moja ogniem zapaliła się, chciałem uciekać, wstyd żeby mnie na podsłuchach zobaczono, chciałem zostać, bałem się panny Klementyny, wybierając jednak z dwojga złego, postanowiłem udawać śpiącego.
Tymczasem moja panna zbliżała się coraz i postrzegła mię nareście, ale udając że nic nie widzi, siadła spokojnie, tuż koło mnie, zaczęła