Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 140 )

No, proszę bardzo mojéj córce dać pokój, ujęła się matka, jéj się ani śniło o tém, a państwo tak ją niesprawiedliwie rumienicie.


Gdy się poprzedzająca rozmowa toczyła, ja w przyległym ciemnym pokoju, rozmawiałem także z subjektem pana Farmacego; w krótce jednak ten odszedł, a ja sam jeden przykuty ciekawością do mego miejsca, od nikogo nie widziany, korzystałem z ciemności, i słuchałem.
Pokoik był ciemny, maleńki, usiadłem na krześle, wyciągnąłem się jak w domu, i nadstawiłem ucha. Po kilku chwilach szelest