Strona:Józef Ignacy Kraszewski - W starym piecu.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przedstawiała kwiatek z pochyloną wdzięcznie główką, i nieczytelnym napisem.
Wszystko to świadczyło, iż dama miała smak doskonały. Co się tyczy pisma, to zostawiało wiele do życzenia; było jakieś konwulsyjne, nieregularne, i tak kreślone, jakby autorka uniknąć chciała examinu z ortografii, gdyż drażliwsze miejsca były jakby pozamazywane lub pozalewane. Pomimo to, mówiąc o tem iż „wieczorów“ sama spędzać nie lubi, pani Henryka uniosła się i zakończyła je na „uf“. Komornik jednak przypisał to pośpiechowi, lub wychowaniu zwykłemu u nas, które więcej dba o francuzczyznę niż o język własny.
Długo rozmyślał nad tym biletem Pampowski, wreszcie składając go do szufladki, bo chował kobiece korespondencye zawsze na wypadek, gdyby jakie spóźnione uczucie drogiemi je uczynić mogło, powiedział sobie: Cóż mnie to ma obchodzić, jak ona pisze i kto jest?? Wcale to nie ta zwierzyna, na którą ja poluję.
Nie mając na myśli podobać się pięknej wdowie, gdy przyszedł wieczór, Pampowski jednak niezmiernie starannie się zajął wyekwipowaniem w tę podróż. Twarz została wytartą upudrowaną, odświeżoną, perfumy dobrane z kilku najlepszych, rękawiczki białe leżały na rękach jak lakierki na nagniotkach. W wielkim zwierciedle przejrzawszy się z pewną miną, z kapeluszem od niechcenia u boku, z nogami w pozycyi tanecznej, komornik oddał sobie sprawiedliwość, iż miał minę młodzieńca jednego z najpierwszych domów. Nic mu zarzucić nie było można. Gdyby nie dosyć nagniotkami zdefigurowane nogi i ręce grube! Na jedne z nich lakier, na drugie glansowana skórka zaradzić nie mogła.
U pani Brombergowej znalazł już Mahońskiego, równie starannie ubranego, z kapeluszem w ręku, lecz okazało się iż ten tylko tu wstąpił przeprosić, gdyż szedł z wizytą gdzieindziej.
Znowu więc Pampowski na herbatę i wieczór został sam u wdowy, bo stara jej towarzyszka nieustan-