Strona:Józef Ignacy Kraszewski - W starym piecu.djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Temperament ma żywy, dodał pan Józef, ale wychowana była surowo, córka obywatelska... Rodzice jej mieli znaczne dobra na Ukrainie, jest z domu Sulimska, to stary ród na kresach.
— E! nigdym o nim nie słyszał! odparł komornik, który z herbarzami znał się z powodu genealogii Pampowskich.
— Jakto? Sulimscy herbu Sulima! ba! ba! ba!
Komornik nie śmiał się już sprzeczać.
— Spokrewnieni tam byli z Koniecpolskiemi, dodał Mahoński — Excusez du peu!
Pampowski jadł zupę nic nie mówiąc. Wiadomość ta wcale w innym kolorycie teraz wdowę mu stawiła. Większą jeszcze czuł dla niej weneracyę. Koligacya z Koniecpolskiemi nie była fraszką.
Mahoński posiedziawszy trochę a nie mogąc rozgadać komornika, co przypisywał żołądkowi jego, głodowi i sumienności z jaką się odżywiał, pożegnał go i poszedł.
Pampowski pociągnął po obiedzie do domu, czuł się złamanym.
Miał naówczas na myśli córeczkę urzędnika, tylko co wyszłą z pensyi, która zdawała mu się dla niego stosowną. Ojciec przyjmował go nadzwyczaj mile, matki nie miała. Młodość świeża, jak krew z mlekiem, zastępowała wdzięk klasyczny, którego brakło. Panna miała nosek zadarty, kartofelkowaty, ale zęby jak perły, uśmiech jak jutrzenka różowy i zdrowie, bujne kształty, w jakich się komornik kochał.
Szło o to, aby ona okazała choć trochę skłonności ku Pampowskiemu. Wprawdzie wychodziła do niego wesoła, lecz czułości nie było, wejrzeniem mierzyła dziecięcem, śmiałem, zimnem, a gdy komornik coś romansowego napomknął, śmiała się aż do nieprzyzwoitości.
Raz, gdy rozmowę jakoś wprowadził na zamążpójście (a ojca wówczas nie było, tylko ciotka niema z pończochą u drugiego okna), panna Eliza oświadczy-