Strona:Józef Ignacy Kraszewski - W starym piecu.djvu/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jédnym z najmocniej zaintrygowanych panią Bromberg, był pan Józef Mahoński, trochę już blednąca gwiazda plejady złotej młodzieży. Mahoński, którego ojciec dorobił się pracą znacznej bardzo fortuny, po śmierci jego stał na czele pięknego zakładu, powiedzmy po prostu warsztatu, który, ponieważ zostały mu i dobra, sprzedał zaraz za bezcen. Wpadł wprost pomiędzy próżniaczą młodzież, wyrzekając się swego pochodzenia uczciwego i wkupując do — powiedziawszy od razu, trutniów. Od lat dziesięciu przegrywając w resursach i klubach, tracąc na konie i na inne kosztowne miłośnictwa, Mahoński zaczynał już czuć się żenowanym w interesach.
Mówił sobie, że w ostateczności trzeba się będzie bogato ożenić. Tymczasem trybu życia nie zmieniał. Był młody, dzięki ojcu wychowany bardzo starannie, nadzwyczaj bystrego pojęcia, dowcipny, więcej może niż przystojny, bo prawie piękny mężczyzna, więc choć go już lichwiarze jedli, nie obawiał się jeszcze o przyszłość. Wszystkim swym fantazyom dogadzał, à bouche que veux tu?
Jedną z najgłówniejszych fantazyj, a razem najkosztowniejszych, była — żeby się nikomu nie dać zaćmić i prześcignąć w niczem. Jeżeli który z tak zwanych magnatów popełnił jaką niedorzeczność kosztowną. Mahoński nie mógł spać, dopóki na wyprzódki z nim idąc, nie palnął jeszcze droższego głupstwa.
Pochodzenie swe mieszczańskie, od warsztatu chciał koniecznie zatrzeć w ten sposób, a niemożna powiedzieć, ażeby na nasze czasy i obyczaje zły to był wynalazek.
Mahoński ową panią ujrzawszy w teatrze, miał się, jak niektórzy utrzymywali, odezwać:
— Ale słowo daję, ja ją znam!
Wyparł się potem tego, tłumacząc się. że pewne podobieństwo go złudziło, ale pilno zabiegał, aby się nikomu nie dać uprzedzić w zbliżeniu do tej nowej gwiazdy. Trafny w rozpoznawaniu co dostępnem jest, zdawał się pewnym od razu iż celu dopnie, chociaż