Strona:Józef Ignacy Kraszewski - W starym piecu.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rzędzi na tualecie była zdumiewająca. Nie brakło też na hydropatycznych i gimnastycznych przyrządach, gdyż Jan Albert troskliwy był o swe zdrowie i, bardzo rozumnie, utrzymywał je w stanie na wiek jego zadawalniającym, nie apteką ale środkami profylaktycznemi.
Kto mu to doradził, nie wiem; że sam nie wpadł pewnie na tę myśl — zdawało się niewątpliwem. Jeździł nawet konno dla ruchu i dla szyku, chociaż Boże odpuść, jak się na koniu wydawał i co z nim robił. Domyśleć się było łatwo, iż koń dla niego rzeczą był nową i w późniejszym już wieku jako atrybut szlachecki przyswojoną.
Majętny, kawaler i nieskąpy, chociaż dla siebie samego był oszczędnym i w interesach rachunkowym, Pampowski miał mnogich przyjaciół różnego rodzaju. Sam zresztą szukał ich i nadzwyczaj chciwie zawiązywał stosunki, zawsze w tej błogiej nadziei, że przez nie trafi do jakiegoś domu, w którym znajdzie ową przeznaczoną dla siebie towarzyszkę życia, w której on i w którym ona się zakochać miała.
Mimo niezawodnie pięknych przymiotów Jana Alberta, z tego cośmy o nim powiedzieli miarkować można, że o ile do zakochania się był pohopnym, o tyle znowu w nim kobiecie się rozmiłować nadzwyczaj było trudno.
Pewna niegrzeczna a dowcipna pani rejentowa porównywała go do czerstwej bułki odświeżonej. Młodzież otaczająca go ciągle, skłonna do żartów i wyzyskiwania słabych stron człowieka, podbijała mu bębenka.
Wmawiano w niego czasem, że ta a ta panienka słodkiemi nań rzucała oczyma, że pewna mama radaby była wydać córkę za niego, że w jednym ze znajomych domów siedemnastoletnia dziewica znajdowała go nader przyjemnym.
Komornik, jak na wędkę, chwytał się na te słowa, natychmiast biegł praktycznie je zużytkować, a jeśli znalazł najmniejsze prawdopodobieństwo, roz-