Strona:Józef Ignacy Kraszewski - W starym piecu.djvu/14

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bielonej i rumianej, wygolony zawsze świeżo, ubrany starannie, poruszający się żywo i na sposób młodzieńczy, oko mający wypukłe, czarne, wyraziste, usta rumiane, humor statecznie wesoły, komornik zdala, niewchodzącym w szczegóły mógł się wydawać wcale raźnym, w sile wieku mężczyzną.
Mając pewną skłonność do utycia, jeździł Pampowski co roku do Karlsbadu i regularnie tracił po kilka funtów tłuszczu nieostrożnem nabytego jedzeniem.
Do znamion młodości w nim należał humor przedziwny, wesołość przyjemna i gotowość do udziału we wszelkich rozrywkach, których młodzież zwykła używać.
Umysłowo także, choć się w nim przebijał zakrój jakiś staroświecki, był to człowiek odświeżony; nowsze pojęcia i przekonania, choć się zdawało że się niemi czasem dławił, połykał jakby w nich smakował.
Gdy się zapomniał, co się rzadko trafiło, odezwał się w nim człowiek przeszłości, ale kiedy się miał na baczności, rzekłbyś że świeżo wyszedł z nowej szkoły. Przez wzgląd na towarzyską potrzebę komornik nauczył się był po francuzku; prawda że wymawianie miał nie paryzkie, że w stylu polonizmy srogie popełniał, ale to jego francuzczyźnie nadawało pewien akcent i oryginalność. Tak samo oswoił się był z rękawiczkami, choć zdradzał się niekiedy z tem, że ongi ich nie naszał i że widział w nich niewolę dla rąk utrapioną.
Gdyśmy się lepiej, bliżej poznali, nieraz starałem się go wywieść na opowiadania o przeszłości. Nie ma człowieka któryby około pięćdziesiątki nie lubił się puszczać w wiosenne wspomnienia, Pampowski też zdawał się czasami zbierać na wyznania szczersze, jak to tam z nim bywało, lecz ledwie się zawrócił w tę stronę — wnet ostygał i zbywał ogólnikiem.
— A! zachciałeś dobrodzieju, zażyło się wszyst-