Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Rodzeństwo 01.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dował, że bywał za zuchwałym niekiedy, za ryzykownym, a w spekulacyi na domach powodzeniem uzuchwalony mógł się za daleko posunąć.
Krytykował pomysł Bazaru...
Stary Szelawski był z nim zupełnie jednego zdania...
— Kocham Bronisława, mówił Mecenas, i dlatego niepokoję się o niego, ale mówić z nim o tem niepodobna, — nie słucha. Dotąd mu się powodziło, lecz właśnie dlatego potrzeba być bardzo ostrożnym.
— No — ciągnął dalej — powodzenie i inne za sobą prowadzi następstwa, zaczynają nieznacznie żyć na coraz większą stopę. Bronisławowa, dzieci potrzebują wiele, w nowym domu skala wszystkiego jest nowa i coraz rośnie.
Salon większy wymaga zaraz urządzenia się innego.. Są to pantofle Diderota...
Szelawski słuchając, widocznie się począł niepokoić, tak, że Kalikst musiał się wytłumaczyć, iż miłość tylko braterska obudzała w nim tę troskliwość, gdy dotąd szło szczęśliwie panu Radcy.
Oprócz tego Mecenas mnóstwo przyniósł nowin, wiedział o wszystkiem, i pierwszy oznajmił Sędziemu, że państwo Julianowstwo albo już przyległe dobra na przedaż wystawione nabyli, albo blizcy byli kupienia ich, co nieochybnie musiało za sobą pociągnąć zapożyczenie się, bo dostatecznych kapitałów nie mieli. W Wólce wcale o tem nie