Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Roboty i prace.djvu/79

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — Słucham i admiruję! zawołał Piętka — co téż to upojenie szczęściem zrobiło z ciebie... Sapristi!
    — Zrobiło ze mnie? roześmiał się gospodarz, doléwając szklanki — mogę ci zaręczyć, że zawsze tym byłem, kim jestem. — Powodzenie utwierdziło mnie tylko w przekonaniu dawno powziętém, że znaczniejsza część ludzi jest potężnie głupia... że bardzo wielka jest dziwnie łatwowierną i dającą się bałamucić bezkarnie — i że człowiek rozumny nie powinien nigdy rozczulać się nad bliźniemi, ale ich ssać, korzystać z nich i — kpić!
    — Co za potężna logika i jaka siła wymowy — zawołał Piętka — jaka treściwość wysłowienia! Nic dodać, nic ująć, kochany Płocki — powtarzam, admiruję, — admiruję!
    — Możesz zaprzeczyć? podchwycił Płocki...
    — Ani myślę — jesteś dziś niezwyciężonym — dodał Piętka, admiruję!
    — Tak — w istocie, dziś jestem wyegzaltowany ideami przyszłości, przejęty niémi — nie mogę się od nich oderwać — buduję kolosalne plany.
    Przypomnij sobie ze szkół owo godło dawne — quo non ascendam? powtarzam je sobie dzisiaj. — Gdzież nie dosięgnę? Mogę się dobić najwyższych stanowisk... olbrzymiéj fortuny Rotszyldów, szacunku ludzi, na który, choćbym nie zasłużył, to go wyszachrować potrafię, — wpływu, znaczenia... wszystkiego; wszystko to mam już oto w tém ręku! a cudownym sezamem, który mi otworzy wrota, będzie ta zasadnicza prawda, iż świat