Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Roboty i prace.djvu/306

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    niją o Piętce... ostygł, spoważniał, z pewną dumą obrażoną odstąpił kroków parę.
    — Zdaje mi się, rzekł sucho, iż napróżnobym czegoś więcéj się chciał dowiedziéć. Oceniam wielce jego dyskrecyją i oględność w sądzie o człowieku, lecz spodziéwałem się więcéj szczérości i zaufania... Nie zmienia to moich przekonań wcale, lecz uwolni pana od przykrego mieszania się w naszą sprawę... W istocie, niepotrzebnie panu chciałem ten ciężar narzucić... To, co wiem, wystarcza mi...
    Usiadł na chwilę i wsparłszy się na ręku, zadumał. Piętka czuł, że postąpił przeciwko sumieniowi, wstydził się sam siebie, wspomnienie Eulalii zamknęło mu usta. Stał upokorzony i przybity.
    — Doświadczenia przykre w młodości, rzekł cicho Werndorf, przebywa się jak choroby, daleko łacniéj i mniéj boleśnie, niż w późniejszym wieku. Starsi musimy czuć silniéj ból i drożéj zawody opłacać. Czuję się upokorzonym, wstydzę się jako człowiek... za niego. Dla czegóż nie walczył przynajmniéj z otwartą przyłbicą, dla czego pokątnie, podstępnie, nikczemnie szedł i zdradziecko... To już chyba zamiłowanie tych dróg i środków natura kreta, który musi kopać się w ciemnościach, spowodować mogła.
    Westchnął, wstał i zimno żegnając Piętkę, który go do drzwi odprowadził, wyszedł zamyślony i smutny...
    Po wyjściu jego jakkolwiek zawsze nawykł